Handel internetowy – łatwo zacząć, trudniej się utrzymać

Skomentuj
Spread the love

Sklepów internetowych, które jesteśmy w stanie przytoczyć z pamięci jest co najwyżej kilkadziesiąt, ale to i tak w przypadku, jeśli uwzględnimy wszystkie te firmy, które łączą sprzedaż stacjonarną i tą w Sieci. Normalnie korzystamy może z kilkunastu sprawdzonych, a jeśli nigdy nie szukaliśmy danego asortymentu to nagle okazuje się, że możliwości mamy całkiem sporo (a nawet nigdy o nich nie słyszeliśmy).

Dlaczego? Bo Polski rynek to na chwilę obecną kilkanaście tysięcy sklepów internetowych obsługujący bardzo szeroki przekrój branż. Łatwość w założeniu takiego biznesu, połączona z wygodą przyjmowania zamówień o każdej porze dnia i nocy skusiła już wielu Polaków… ale też wielu żałuje, że dało się skusić. Potencjalne bankructwo przy dzisiejszym stanie tego rynku ma naprawdę wysoki współczynnik, nie każdy jest jednak na to dobrze przygotowany.

Dynamicznie rozwijający się rynek nie wystarczy

Raportów ze stanu polskiego rynku, dotyczących handlu internetowego nie da się zignorować, gdyż prognozy i kwoty, jakie na nich widnieją liczy się w miliardach złotych. Widać również dzięki nim, iż owo środowisko sprzedaży dynamicznie się rozwija, gdyż w 2014 roku generowało ono 27 mld PLN przychodu, a już rok wcześniej było to niespełna 23,5 mld PLN. Rok 2015 zamknęliśmy z wynikiem ponad 33 mld PLN, a najnowsze statystyki donoszą, że tendencja wzrostowa nie maleje tu jakoś bardzo zauważalnie. Jaki jest więc powód tego, że tak duży tort zysków nie jest wystarczający do podziału na zaledwie kilkanaście tysięcy chcących przyłączyć się do uczty osób?

Liczymy na łatwy pieniądz

Nie będzie to hiperbolizowanie, gdy stwierdzimy, że założenie sklepu internetowego to w dzisiejszych czasach kwestia kilku godzin. Mamy od tego między innymi gotowe platformy sklepowe, które czekają tylko na nasze modyfikacje oraz darmowe oprogramowanie do handlu internetowego. Koszt gotowego rozwiązania to kilkaset złotych. Jeśli mamy dodatkowo plik XML to integracja towarów z ofertą dystrybutora przebiegnie w zasadzie bez naszego udziału i całej tej zabawy w pojedyncze tworzenie każdej karty produktu. Kolejnym udogodnieniem jest opcja „dropshippingu” – hurtownia na nasze zlecenie pakuje i wysyła bezpośrednio paczki do naszych klientów (wystarczy wysłać jej etykiety nadania), oszczędzamy więc na budowaniu przestrzeni magazynowej i nic w tym złego… tyle, że biznes sam się nie rozkręci, a łatwy pieniądz może okazać się kwaśnym owocem porażki w gąszczu innych, podobnych ofert.

Zerowa bariera wejścia

Tyle udogodnień, że właściwie musi się udać prawda? No właśnie nie, gdyż rynek e-commerce nie śpi i w momencie, gdy my zakładamy swój sklep, ktoś inny może zakładać podobny, a dwa dni wcześniej powstał jeszcze jeden. Poza tym jest tak wiele opcji, które działają w danej branży od miesiąca… cóż trafiliśmy na „poligon” i mamy do dyspozycji tylko „mały pistolet”. Żeby przebić się dalej we w miarę bezpieczne miejsce musimy ulepszać naszą „broń” lub chociaż szukać pasujących do niej „naboi”. Z jednej strony naciera na nas „czołg”, z drugiej jesteśmy pod ostrzałem „artylerii” marketingowej wielkiej korporacji, która posiada już ogromny kawałek tortu, na który mamy apetyt. Przeciwnik ma przewagę, a my mizerne wsparcie, zastanówmy się zatem, zanim zerowa bariera wejścia skusi nas do założenia sklepu internetowego – bez dobrych cen, rozpoznawalności, marketingu, bazy klientów, znajomości rynku oraz dopracowanych procedur obsługi prawdopodobnie niedługo dołączymy do grona pochopnie decydujących o swoim (nieuniknionym) bankructwie, choć przecież miało być tak pięknie.

Portal Nprofit.net wsparł nas merytorycznie.

Leave a Reply

*