Akronimy w marketingu i sprzedaży – czy znasz je wszystkie?

Jeszcze jakiś czas temu zależało nam na szybkiej komunikacji w Internecie, dlatego też zaczęliśmy korzystać ze skrótowców, aby usprawnić i przyspieszyć porozumiewanie się. Jako że tempo naszego życia nieustannie rośnie, praktyki te zaciągnięto ze świata online do świata rzeczywistego. Czy faktycznie akronimy rozwiązują problem? Czy mogą okazać się dla kogoś kłopotliwe? O tym poniżej.

Skrótów co niemiara

Oczywiście można stworzyć całą encyklopedię najbardziej popularnych akronimów, ponieważ jest ich tak wiele, że ciężko byłoby je zliczyć. Co więcej, sprawy nie ułatwia fakt, że z pewnością z dnia na dzień do tej bazy dołączają nowe skróty i nadążenie za zmianami może być naprawdę sporym wyzwaniem. Czy z akronimami spotkamy się tylko w szkole albo wśród młodzieży? Absolutnie nie! Może te biznesowe są mniej popularne niż każdemu znane LOL bądź YOLO, ale mają się dobrze i niejednokrotnie ułatwiają komunikację.

B2B, B2C, C2B, C2C

Czyli prawdziwy zawrót głowy! Szczególnie pierwsze dwa akronimy pojawiają się bardzo często w ogłoszeniach o pracę. Co się pod nimi kryje? Wszystkie oznaczają pewne relacje – B2B (Business to Business), czyli relacje między firmą, a firmą – np. sprzedaż produktów jednej firmy innej firmie, B2C (Business to Consumer), czyli relacje łączące firmę i konsumenta – np. sprzedaż detaliczna produktów firmy indywidualnemu klientowi, C2B (Consumer to Business), czyli relacje pomiędzy klientem indywidualnym, a firmą – np. zwrot zakupionego przez klienta  towaru do firmy i wreszcie C2C (Consumer to Consumer), pod którym kryją się relacje łączące indywidualnych klientów – np. osoba, która nie prowadzi działalności, sprzedaje używany przedmiot drugiej osobie prywatnej.

Always Be Closing

Czyli ABC – zawsze zamykaj sprzedaż, to akronim, który Alec Baldwin wykładał niczym mantrę w jednej ze scen kultowego filmu Glengarry Glen Ross. Co zwiększy szanse na domknięcie sprzedaży? Odpowiedź jest prosta – między innymi CRM, czyli Customer Relationship Management, pod którym kryje się strategia zarządzania relacjami z klientem, bądź po prostu narzędzie, pozwalające usystematyzować wszystkie działania związane z procesem sprzedaży. To tutaj też pojawia się często możliwość jej prognozowania – PIPE, czyli Pipeline, która dokładnie odwzorowuje procesy sprzedaży w firmie, obrazując etapy wszystkich aktywności z nią związanych.

Jak oceniać efektywność prowadzonych działań?

Tutaj z pomocą przychodzą wskaźniki KPI – Key Performance Indicator, za pomocą których mierzy się wspomnianą powyżej efektywność oraz dzięki którym można osiągać kluczowe cele biznesowe. Pomysłów na konkretne mierniki może być wiele, ale wśród najbardziej istotnych wyróżnia się na przykład miesięczny wzrost sprzedaży, średni czas trwania cyklu sprzedaży, ilość nowych szans w miesiącu, średni koszt pozyskania leada i wiele innych.

A co z reklamą?

Każdy, kto kiedykolwiek planował kampanie marketingowe bądź miał z nim do czynienia, z pewnością spotkał się z takimi skrótami jak: CPC, CPV, CTR, OR i ROI. Pierwszy z nich – CPC (Cost Per Click), oznacza koszt ponoszony za kliknięcie w reklamę, CPV (Cost Per View), czyli płatność za obejrzenie reklamy wideo, CTR (Click Through Rate), to po prostu stosunek liczby kliknięć reklamy do liczby jej wyświetleń, OR (Open Rate), czyli ile wysłanych e-maili zostało otwartych oraz ostatnie – ROI (Return On Investment), za którym kryje się zwrot z inwestycji.

Bułka z masłem czy problem?

Oto jest pytanie! Coraz częściej łapiemy się na tym, używając akronimów w codziennej komunikacji, że korzystamy z nich niemalże automatycznie. Z góry zakładamy, że nasz rozmówca doskonale nas zrozumie i nie będzie się zastanawiał co mamy dokładnie na myśli, czując zakłopotanie. W przypadku sprzedaży i marketingu, z pewnością osoby związane z branżą miały kontakt z powyższymi skrótowcami i nie są one dla nich zagadką. „Na zewnątrz” mogą się natomiast znaleźć jednostki, które dotychczas nie spotkały się z niektórymi akronimami, za co absolutnie nie można ich winić. Jak znaleźć złoty środek? Przede wszystkim umiar i brak irytacji w przypadku prośby o wytłumaczenie danego sformułowania, no i oczywiście – DFTBA – Don’t Forget To Be Awesome! Proste, prawda? Chcesz wiedzieć więcej o sprzedaży? Koniecznie zerknij na Sellwise i daj się zarazić tą pasją!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *